"W komunii z Bogiem"
Odwiedza nas 10 gości oraz 0 użytkowników.
Uczeń ze swej strony to nie ten, kto spełnia jakieś normy, ale ten, kto we wszystkim należy do swego Mistrza: myśli i działa tak jak On, przemawia i służy jak On. W końcu odtwarza Mistrza w taki sposób, że uczy innych żyć jak Jezus.
Misją Jezusa było zbawienie wszystkich ludzi. Będąc jednak ograniczony przez czas i przestrzeń, przepowiadał tylko na wąskim skrawku ziemi, a Jego głos rozbrzmiewał jedynie przez trzy lata biegu historii.
Uformował swoich uczniów i uzdolnił dwunastu mistrzów do uczestnictwa w misji, która Jemu została powierzona, pomnażając tym samym swoją obecność.
Cztery uzupełniające się nawzajem aspekty nadają kształt misji tych, którzy zostali posłani przez Jezusa.
„Jak Ojciec Mnie posłał, tak i ja was posyłam” (J 20,21)
Jeśli misja Jezusa polega na tym, by być Bożym zbawieniem dla ludzi, to uczniowie – apostołowie nie są niczym innym, jak kanałami, przez które przepływa to właśnie zbawienia. Nasza misja nie może być niczym innym, jak rozszerzaniem w miejscu i czasie zbawczego dzieła Jezusa Chrystusa, które powierzył Mu Ojciec. Zostaliśmy powołani do najwspanialszego przedsięwzięcia na tym świecie: do pracy w Winnicy Pańskiej.
Jeden z kluczowych momentów życia Jezusa nastąpił wtedy, gdy przyszedł On nad Jordan, by zostać napełniony Duchem Świętym. Dzięki Mocy z Wysoka rozpoczął swoją misję, dokonując cudów, głosząc Dobrą Nowinę i objawiając tajemnice Królestwa.
Dlatego tak samo napełnia On Duchem Świętym uczniów, uzdalniając ich w ten sposób do kontynuowania swojej misji. Budowanie Królestwa jest możliwe jedynie razem z Duchem Chrystusa Zmartwychwstałego. Podobnie jak Duch Święty uwierzytelnia Jezusa jako Mesjasza, tak samo pieczętuje uczniów i utwierdza ich w powołaniu, do jakiego zostali wezwani. Ponieważ misja ta przekracza ludzkie siły, są oni obleczeni „mocą z wysoka”. Księga Dziejów Apostolskich mówi o przynajmniej ośmiu „Pięćdziesiątnicach”. Oznacza to, że wylanie Ducha powtarza się tyle razy, ile tylko razy jest konieczne. Każdy „posłany” potrzebuje osobistej Pięćdziesiątnicy, która uzdolni go do składania świadectwa o zmartwychwstaniu Chrystusa:
„Przed wstąpieniem do nieba Jezus powiedział do swoich uczniów; ‘Idźcie i czyńcie sobie uczniów spośród wszystkich narodów, chrzcząc je w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Uczcie je wypełniać wszystko, co wam nakazałem” (Mt 28, 18-19).
Jezus Zmartwychwstały ujawnia uczniom sekret swojej wizji pasterskiej i objawia im swoją taktykę: formować uczniów w taki sam sposób, w jaki On sam to uczynił. To jest Jego testament.
Rozkaz jest jasny i wyraźny: „czyńcie uczniów”. Nie jesteśmy zatem powołani do tworzenia pięknych, czy też licznych grup. Nie musimy być wspaniałymi organizatorami, handlowcami, a nawet kaznodziejami o wielkiej sławie, a je-dynie tymi, którzy formują uczniów.
Wobec tego, czemu zajmujemy się tyloma innymi sprawami, zamiast tworzyć uczniów Chrystusa? Słowa Jezusa z 28 rozdz. Ewangelii św. Mateusza zostały nazwane „wielkim rozesłaniem”. Zapytajmy czy nie są one z naszej strony „wielkim zaniedbaniem”? Prawdopodobnie nikomu z nas nie zdarza się spowiadać: „Wyrzucam sobie, że nie czyniłem uczniów Chrystusa”. Głębia problemu polega na tym, że my którzy pracujemy dla Królestwa Bożego nie staliśmy się mistrzami formującymi uczniów.
Chyba nie byłoby czymś złym zrobienie sobie rachunku sumienia według następujących pytań:
„Głoście Ewangelię całemu stworzeniu” – mówi Chrystus do uczniów.
Jesteśmy powołani do obwieszczania śmierci i głoszenia zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Nie chodzi więc o przekazywanie teorii, doktryny albo moralności, ale o wyraźne głoszenie osoby Jezusa Chrystusa wraz z trzema centralnymi wydarzeniami Jego życia: Jego śmiercią, zmartwychwstaniem i wywyższeniem w chwale; a także głoszenia Jego trzech najważniejszych tytułów: Zbawiciela, Pana i Mesjasza. A wszystko to po to, aby osoba ewangelizowana przeżyła swoje spotkanie ze Zmartwychwstałym Chrystusem.
Nie możemy jednak pominąć innych słów Jezusa:
„Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w Imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą, węże brać będą do rąk i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić; na chorych ręce kłaść będą i ci odzyskają zdrowie” (Mk 16, 16-18)
Duch Święty porozdzielał pewne narzędzia do budowy Domu Bożego. Narzędzia te nazywamy charyzmatami albo darami. Są one skierowane ku ukazywaniu, że Królestwo Boże już wtargnęło do nas przez Jezusa, który żyje w nas i z nami.
Jeśli nasze przepowiadanie jest ożywiane przez Ducha Bożego, to nielogiczny jest brak charyzmatów. tak jak ogień zawsze pali, tak też Duch zawsze obdarza tymi właśnie darami, mając na uwadze przepowiadanie. Ewangelizowanie bez charyzmatów jest osłabieniem wewnętrznej siły Słowa Bożego. Obietnice, które głosimy, muszą zostać zilustrowane. Być może z powodu ich braku nasze słowo nie zdumiewa, ani nie nawołuje do wiary, ograniczając swoją moc do minimalnej skuteczności.
Naszą misją jest dojście do obfitego owocowania.
„Mój Ojciec dozna przez to chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami” (J 15.8-10)
Mamy stać się niczym zapalone lampy, które oświecają każdego, kto znajduje się w domu. Mamy być jak miasto położone na szczycie góry: światło świata i sól ziemi. Pan wymaga od nas niemało: oczekuje, że będziemy czynili rzeczy większe niż On sam! (por. J 14,12)
Niektórzy bardziej zainteresowani są kwitnięciem niż owocowaniem: tym, by grupa była duża, albo miała solidne środki materialne... Pracę apostolską często ocenia się bardziej na podstawie widzialnych elementów, czy też przynoszących korzyści sukcesów, niż na podstawie owoców, jakie wydaje.
Św. Paweł mówi: „Owocem zaś Ducha jest miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie...” (Gal 5,22).
Owoc nie powinien być przejściowy, ale trwały, nie mizerny, ale obfity, nie tylko dla niektórych, ale dla wszystkich i to wtedy, gdy go potrzebują.
Gdy Bóg żąda „obfitego owocu”, to nie odnosi się to w pierwszym rzędzie do ilości, ale do jakości.
Znakiem, po którym rozpoznaje się drzewo jest owoc, jaki ono wydaje. Dobre drzewo nie może wydawać złych owoców, ani drzewo złe dobrych. Gałęzie i liście są czymś wtórnym. Kwiaty bywają zwodnicze. Liczą się owoce.
Jezus nie powiedział, że poznają nas po uczestnictwie w pobożnym stowarzyszeniu, po zawieszonym na szyi krzyżu, po różańcu, który odmawiamy, po składanych przez nas ofiarach, albo po teologii którą znamy,
ale po owocach, które wydamy.
Niewątpliwie nad nimi wszystkimi góruje owoc miłości. Przy ostatecznym rozrachunku z naszego życia, Jezus postawi nam jedynie następujące pytania: